Po fossie przychodzi bessa

21 listopada 2011

 

Gdy trwa hossa inwestorzy inwestujący na rynku funduszy inwestycyjnych nie mają prawa narzekać, bowiem zarabiają i mogą spokojnie myśleć o kolejnych inwestycjach. Gdy trwa hossa dobre wyniki funduszy niemal automatycznie przekładają się na wzrost ich aktywów, no i jak wspomnieliśmy na wstępie na dochody inwestorów. Wówczas jedynym problemem inwestorów są  koszty obsługi funduszy inwestycyjnych w Polsce, które należą do jednych z najwyższych w  europie. No i decydując się na ten rodzaj inwestowania Inwestorzy mają stale ten sam dylemat, mianowicie jak fundusz inwestycyjny wybrać? Na co najlepiej postawić, na ryzyko czy bezpieczeństwo? Duży zysk przy zwiększonym ryzyku, czy mniejszy ale pewny? Akcje czy obligacje? A może jedno i drugie? A może fundusz inwestycyjny stabilnego wzrostu? Pytania można mnożyć, a o właściwą odpowiedź jest naprawdę bardzo trudno. Pamiętajmy tylko, że nie ma funduszy jedynie bardzo dobrych i bardzo złych. Jest wiele czynników wpływających na zyski, na które też często nie mamy wpływu. Tak jest bowiem koniunktura, taki jest czas i pora. Nie zaszkodzi też mieć odrobinę szczęścia, którego nigdy za wiele. Może więc jednak fundusz inwestycyjny stabilnego wzrostu? Nie wszyscy wiedzą co to jest fundusz inwestycyjny stabilnego wzrostu dla tych skondensowane wytłumaczenie. Kapitał, czy jak kto woli aktywa funduszu stabilnego wzrostu najczęściej lokowane są w dłużne papiery wartościowe, w tym w długoterminowe obligacje o stałym oprocentowaniu. Czy fundusz stabilnego wzrostu można traktować jako fundusz zrównoważony? Z pewnością w jakimś sensie tak, bowiem aktywa przeznaczone na zakup polskich akcji stanowią w nim najwyżej 20 procent funduszu /pozostałe środki lokowane są w obligacje – 60%, instrumenty rynku pieniężnego – 20 procent/, dzięki czemu w długim okresie zyski w tym funduszu mogą być wyższe niż w przypadku funduszy bezpiecznych. Można jeszcze dodać, że inwestujący w fundusz inwestycyjny stabilnego wzrostu doskonale zdają sobie sprawę z tego, ze jest on przeznaczony dla osób oczekujących długoterminowego wzrostu oszczędności na poziomie przekraczającym oprocentowanie lokat bankowych, ale przy nieco wyższym ryzyku inwestycyjnym. No i jest to fundusz inwestycyjny dla cierpliwych inwestorów. Ale pamiętajmy, że hossa się kiedyś kończy i na rynek wchodzi bessa. A teraz jest taka sytuacja, że chyba puka już do naszych inwestycyjnych drzwi bessa, bowiem częściej odnotowywane są spadki niż wzrosty.

– Niestety taka jest inwestycyjna rzeczywistość, że i hossa i bessa goszczą tak samo często na rynkach inwestycyjnych. Trzeba więc wiedzieć kiedy zejść ze sceny, aby nie stracić swoich zysków. Niestety jest to bardzo trudne – powiedział jeden z inwestorów.

 I jeszcze jedno. Jeżeli ktoś nie ma większych pieniędzy, jeżeli ktoś nie ma określonej wiedzy na temat inwestowania na rynku funduszy inwestycyjnych niech lepiej nie wchodzi w ten biznes.